Witam na anty blogu.

Takie credo powinno widnieć w nagłówku bloga. Z różnych powodów. Główny, to pisanie dłuuugich tekstów.
Czytelnik skupia uwagę na tytule, 2-3 pierwszych zdaniach oraz ostatnim. Mało kto czyta z uwagą cały tekst.
Pośród pozostałych przyczyn góruje gadulstwo. Mile widziane wyłącznie przy lampce wina. Pozostałe czynniki pominę.

Gdybym chociaż umieszczała płatne reklamy, albo pisała teksty sponsorowane. Albo, jako komentator przystąpiła do kółka wzajemnej adoracji, zamiast afiszować się tym, co naprawdę myślę.
Dlaczego ignoruję posiadaną wiedzę, o tym jak efektywnie funkcjonować w blogosferze?
Oto pytanie godne Hamleta.

Matylda

Mrau…

Kocham koty. Są mi bliskie mentalnie. Uwielbiam patrzeć jak kot majestatycznie przemieszcza się po domu, albo leżakując na szczycie drapaka, dumny jak turecki basza, obserwuje co się dzieje wokół, aż zmorzony czuwaniem zasypia. I kiedy przycupnąwszy na kanapie ogląda telewizję. Nie znam kota, którego nie zainteresowałyby ruchome obrazy na szklanym ekranie. Podejrzewam, że kot uważa się za człowieka. 😉

W kocim spojrzeniu trudno dopatrzeć się uległości, emanuje niedostępną tajemnicą. Zapewne dlatego Egipcjanie oddawali kotom cześć, a po śmierci zmumifikowane umieszczali w grobowcach, jak faraonów. I to dlatego ludzie przypisywali koci wygląd egipskiej bogini Bastet, oraz greckiej bogini Artemidzie.
Obie boginie łączy patronat nad kobietami, dziećmi, zwierzętami, łowami oraz najbardziej tajemniczymi zjawiskami w przyrodzie, jak płodność, narodziny i księżyc.
Niewątpliwie, z tego samego powodu, w czasach Inkwizycji, koty równie często kończyły swój żywot na stosie, jak kobiety oskarżane o czary i konszachty z diabłem. Uważano nawet, że czarownica potrafi przybrać postać kota.

Mówi się, że koty mają kilka żyć, w kulturze chrześcijańskiej uważa się, że 7, ale już w anglosaskiej, że 9. Zważywszy, że koty domowe mogą dożyć 20 lat, jest szansa spotkania z tą samą duszą kocią 3-4 razy w życiu.
Najdłużej żyjącym kotem na świecie był Puss (1903-1939).

Patronką kotów jest zakonnica Gertruda z Nijvel (Belgia), święta kościoła rzymsko-katolickiego, żyjąca w VII wieku.
Wziąwszy pod uwagę w jaki sposób spędzała życie (modlitwy i umartwianie się) nie jest jasne dlaczego właśnie jej przypisano patronat nad kotami. Życiorys Gertrudy wprawdzie zawiera wzmiankę, że koty były dla niej ważnymi istotami, ale wątpię, aby była w tym odosobniona.

Koty są wspaniałe, kiedy już wyszumią się skacząc z firanki na firankę, przebiegając po stole w drodze na kanapę, i po blacie kuchennym do zlewozmywaka, zainteresowane naczyniami, które z lenistwa pozostawiliśmy po kolacji. Czyli gdzieś ok. pierwszej rocznicy urodzin.
Kot potrafi strzec domu, opiekować się ludzkimi dziećmi i nieustraszenie stawać w ich obronie. Przywiązuje się do ludzi, niczym pies, pozostając wiernym przyjacielem. Na dźwięk otwieranych drzwi biegnie na przywitanie pomrukując, jakby mówił dzień dobry. Kot to czyścioch nad czyściochy, za nic nie wejdzie do zanieczyszczonej kuwety. Czyści swoje futerko częściej, niż dokonuje ablucji wyznawca islamu. Na mycie poświęca (+ – ) 2 godziny na dobę.

Kot jest urodzonym łowcą, potrafi pojmać do 3 tys gryzoni rocznie. Zostawiony sam w domu nie hałasuje, a więc nie zakłóca spokoju sąsiadom, jak to czyni pies. I nie ma potrzeby, aby go wyprowadzać na spacer „higieniczno – rekreacyjny”. Wystarczy spokojna atmosfera domu, miejsce do wypoczynku, parapet okienny i kochający domownicy plus kuweta ustawiona w zacisznym miejscu oraz ulubione menu i kocie zabawki. Potrafi żyć w przyjaźni z każdym domowym stworzeniem, nawet z psem.
Kot posiada cechy, którymi bym nie pogardziła: lepszą od człowieka pamięć krótkotrwałą, i nigdy się nie poci. Chciałabym również  posiadać umiejętność widzenia przedmiotów ciemną nocą,ale nawet kot tego nie potrafi. Aby mógł cokolwiek dostrzegać musi być choć odrobinę światła.

W wierzeniach ludowych kot pełni rolę meteorologa. Jego zachowanie zwiastuje również przybycie gości. Jeśli myje futerko z przodu – mężczyznę, jeśli z tyłu – leciwą kobietę. Lizanie ogonka wróży wizytę nieprzyjemną w skutkach, a drapanie za uchem ewentualnie głaskanie łapką po nosku ma oznaczać wizytę przyjemną.
Na pewno nie można uznać za przyjemny częsty proceder stosowany przez średniowiecznych oszustów, polegający na sprzedaży kota w worku, jako prosięcia. Dlaczego kupujący nie sprawdzali co zawiera zawiązany worek, Bóg jeden raczy wiedzieć.

Jeśli ktoś zdecyduje się na przyjęcie kota do swego domu, powinien pamiętać, że to nie jest przytulanka na każde żądanie. To on dyktuje warunki. Kiedy ma dość pieszczot, to niema siły, aby go utrzymać na kolanach.
Odradzam nagradzanie kota  swoimi ulubionymi słodyczami, bowiem kocie kubki smakowe nie rozróżniają słodkiego smaku. Jeśli chętnie wylizuje z łyżeczki lody, to wyłącznie z powodu mleka, będącego w ich składzie.

17 lutego Dzień Kota. Z tej okazji nakupiłam rodzinnym kotom prezentów, i już się nie mogę doczekać, aby je wręczyć.
Kocie święto zainicjowano w 1990 roku we Włoszech. W Polsce dopiero 16 lat później. W UK Dzień Kota obchodzony jest 8 sierpnia, w Rosji 1 marca (koty są bardziej popularne od psów), w USA 29 października.

29 maja 2011, w warszawskim Parku nad Balatonem odsłonięto pomnik kota Niezależnego. Dzieło rąk Bogny Czechowskiej. Matką chrzestną wydarzenia została Olga Bończyk, zaś ojcem chrzestnym Robert Janowski.
Kot nosi imię Cyryl, jest symbolem szacunku i miłości człowieka do zwierząt, a także symbolem kotów bezdomnych, których naliczono w Polsce ok.18 tysięcy!!!

Jest tak słodki, że trudno jest oprzeć się pokusie, aby go pogłaskać. Tu informacja dla ludzi przesądnych – jak głosi fama, pogłaskanie Cyryla po nosku przynosi szczęście.
Ciarki przechodzą mi po plecach, kiedy pomyślę, że kocie mięso jest przysmakiem w chińskiej kuchni.

Kot żyje w symbiozie z człowiekiem od ok. 6 tysięcy lat, jak ustalono na podstawie wykopalisk z Nubii. Na prawach domownika funkcjonuje od ok. 4 tys lat, ale wciąż, nie tylko w naszej kulturze, popularna jest wiara w zabobon, jakoby czarny kot przynosił pecha, kiedy przebiegnie człowiekowi drogę. Zaś na wyspach brytyjskich – biały (?!). Natomiast w Japonii widok jakiegokolwiek kota to zły omen.

Swego czasu przeprowadziłam prywatną sondę próbując ustalić przyczynę antypatii do tych uroczych stworzeń.
Przede wszystkim wzbudza niepokój kocie spojrzenie. Sprawia wrażenie, jakby świdrowało umysł człowieka na wylot. Okazywanie przez kota niezależności odbierane jest jako zachowywanie dystansu oraz braku posłuszeństwa. Kropką nad i jest cichy chód, sprawiający wrażenie jakby kot pojawiał się znikąd, jak podróżnik w czasie. Ktoś powiedział, że koty potrafią kraść oddech niemowlętom, co przyprawiło mnie o niepohamowany atak śmiechu. W jednym przypadku za niechęcią do kotów stała trauma z dzieciństwa.
Generalnie, kot to potencjalny wróg, po którym nie wiadomo czego się spodziewać i basta.

W życiorysy kotów wpisana jest także ciemna strona współczesnego człowieczeństwa – egoizm, a nawet okrucieństwo. Otóż istnieje przesąd, że człowiek może zostać uleczony poprzez dotykanie kota, bowiem to na niego przechodzi choroba z człowieka. Poznałam kiedyś osobę, która nosiła pod ubraniem kocią skórkę, wierząc, że wyleczy ją z reumatyzmu. W czasach, kiedy było modne noszenie czapki papachy z królika, można było trafić na podróbkę wykonaną z kociego futerka, a nawet całe kurtki. Brrr…

Zabobon jest jak kołtun na głowie, tyle, że trudniej go się pozbyć, a nawet wydaje się to niemożliwe, i to w wieku podboju kosmosu w formie, o jakiej nie śniło się nawet starożytnym filozofom, na których mądrości bazujemy dzisiaj. Choćby niedawne wydarzenie, kiedy to rakieta Falcon Heavy wyniosła na orbitę samochód o napędzie elektrycznym, Tesla Roadster, za którego kierownicą siedzi manekin Starman, odziany w kombinezon dla astronautów przyszłości od Space X.
Ciekawe co na to Kosmici? Jeśli przyjąć, że nie jest to kolejna mistyfikacja

Wszystkim kotom, z okazji ich święta dedykuję piosenkę (klik!)

Matylda

Strach ma coraz większe oczy

Odstaw cukier – grzmią lekarze i dietetycy. Cukier to biała śmierć!
Po dziesięcioleciach, kiedy to hasłem dnia było, że cukier krzepi, wydaje mi się to co najmniej dziwne.
Nagle badacze dojrzeli do tego, aby zakomunikować światu, że od cukru tyjemy i chorujemy.
Powstały różne teorie na temat słodzenia. A to, że cukier z trzciny (brązowy) nie działa na szkodę organizmu tak bardzo, jak cukier z buraków, a to, że należy spożywać wyłącznie miód, który zależnie od tego z jakich roślin pszczoły pobierały pyłek, posiada różne właściwości zdrowotne. Ale okazało się, że niektórzy pszczelarze dokarmiają pszczoły cukrem. Jak się nie obrócisz plecy z tyłu. Miejsce słodkości naturalnego pochodzenia zajął sztuczny słodzik. Jednak niektóre uczone głowy podważyły i to, wysuwając tezę, że zachodzi związek między spożywaniem słodzika a powstawaniem nowotworów i chorób układu limfatycznego.

Wciąż mam w pamięci powszechny (liczony dekadami) atak na spożywanie kurzych jaj. Miały uszkadzać ludzki organizm cholesterolem. Aż tu nagle okazało się, że to wielka ściema. Już można zajadać się jajkami, pod każdą postacią.
Dlatego nie przywiązuję wagi do tego, co się mówi i pisze o skutkach spożywania cukru. Dodaję cukier do ciast (nie wspomaganych antyutleniaczami, ani wzmacniaczami smaku oraz konserwantami). Dodaję cukier do czarnej kawy zbożowej, jeśli akurat nie mam pod ręką mleka, które również okrzyknięto mordercą (!). Dodaję cukier do kompotów, gotowania kalafiora, kisieli i budyni, przetworów na zimę, a nawet robię syrop z miodu bądź cukru i cebuli. Doskonały środek na przeziębienie. Miodem słodzę czarną herbatę oraz zajadam się bułką pszenną (!)  posmarowaną masłem i miodem.

Za najśmieszniejszy argument przemawiający za tym, że człowiekowi cukier jest niepotrzebny, uważam stawianie za wzór naszych przodków, którzy nie znali smaku cukru pochodzenia buraczanego, a wyłącznie słodycz miodów.
Fakt, pierwsze dane dotyczące obecności cukru w burakach pochodzą z XVI wieku. Dopiero dwa wieku później niejaki Franz Karl Achard wymyślił sposób otrzymywania cukru na skalę przemysłową. Gdzieś między XVI a XVIII wiekiem, nieznany nam z imienia gospodarz zaczął pozyskiwać cukier z buraków, do użytku własnego. Jeszcze dawniej, za czasów faraonów, Egipcjanie produkowali słodkości na bazie cukru pochodzącego z suszonych owoców. To, że dodawali miodu nie zmienia faktu, że spożywali cukier pochodzenia roślinnego (jak burak).
Tak podają źródła historyczne, a jak wiadomo, wiele z nich nie dotrwało do naszych czasów.

Jeśli nawet uległabym presji różnej maści badaczy i uznała, że cukier i mleko skracają moje życie, to z pewnością czynią to powolniej niż różne chemiczne dodatki z literą E na początku, które spożywam wraz z pieczywem, wędlinami i innymi produktami żywnościowymi. Z pewnością cukier i mleko czynią mniejszą szkodę niż smog, który codziennie wdycham. Są dnie, kiedy w Warszawie normy zanieczyszczenia powietrza pod względem stężenie pyłu zawieszonego PM10 (norma 50 µg/m3) są przekroczone 2-3 krotnie. To samo dotyczy stężenia pyłu PM2,5 (norma 25 µg/m3).
Przekroczenie norm zanieczyszczenia powietrza skutkuje poważnymi konsekwencjami. Drobne frakcje pyłów przenikają do krwioobiegu (nadciśnienie, zawał), zwiększają ryzyko zachorowania na choroby nowotworowe, zwłaszcza płuc. Negatywnie wpływają na zdrowie rozwijającego się płodu. Wg danych UE  z powodu smogu umiera w Polsce ponad 40 tys. osób rocznie. Dodatkowe toksyny wprowadzają do organizmu człowieka leki, które mają na celu złagodzenie przebiegu tych schorzeń, ale o tym innym razem.
A tak wygląda smog w centrum mojego miasta:

Matylda

Skaranie boskie

– Czy marzysz tylko o tym, aby wyciągnąć nogi? – padło z ekranu TV pytanie, w przerwie na reklamę.
Oho – pomyślałam – zaczynają nadawać reklamy dla  samobójców.
Ale nie, szybko okazało się , że chodzi o pończochy uciskowe. Dżizas!

Do reklam odczuwam przeogromną niechęć, nie tylko za absurdalne teksty, ale za to, że przerywają mi oglądanie interesujących mnie programów. Dzisiaj np. co 10 minut reklamy przerywały film. Do tego dźwięk towarzyszący blokom reklamowym intensywniejszy, niż głośność nastawiona do oglądanego filmu. Powiedzieć, że to irytujące, to za mało.

Kiedy słyszę, że to dzięki reklamom możemy oglądać telewizję i słuchać radia, to bierze mnie pusty śmiech. Płacę za korzystanie z tych mediów podwójnie, raz państwu, a drugi raz prywatnej kablówce. Dlaczego mam płacić za to, że jestem nękana reklamami? Ja się pytam.

Jakby tego było mało, codziennie znajduję w skrzynce na listy reklamę papierową, nawet formatu A4! Wysypującą się po uchyleniu drzwiczek. Niedawno mało co nie wyrzuciłam z nimi ważnego pisma z urzędu. Bo ktoś wspaniałomyślnie uraczył nas euro skrzynkami na listy. Aby każdy, komu tylko przyjdzie na to ochota, miał do nich dostęp. Może wrzucić do środka co tylko mu się żywnie podoba. A gdzie miejsce na moją prywatność, do jasnej… przez Marszałkowską.

W internecie można zablokować atak reklam, w TV niestety nie, ale liczę na to, że wraz z rozwojem techniki i na to znajdzie się rada, abym nie musiała oglądać telewizji z pilotem w ręku, czyhając na niechcianą falę reklam, by wyłączyć przynajmniej dźwięk. Ale jak zablokować dostęp śmieciom reklamowym we własnych skrzynkach na listy?

Matylda

Tłusto i słodko

Ponczki. Napis takiej treści umieszczono na ulicznym straganie, w centrum miasta. Na zwróconą uwagę pani odpowiedziała:
– To nie ja pisałam.
Pogratulowałam, bo co innego mogłam zrobić.

Tłusty czwartek to ostatni czwartek przed wielkim postem, co oznacza, że zaczął się ostatni tydzień karnawału. Ale cóż karnawał znaczy w dzisiejszych czasach, kiedy w mieszczańskich domach nie urządza się balów. Na szczęście, staropolskie przysłowie: „Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła. ” – nadal popularne.

Doprawdy nie wiem, dlaczego co roku ulegam temu wariactwu. Przez cały dzień prawie się głodzę, aby wieczorem zasiąść z kubasem kawusi nad górą pączków. Bezwzględnie posypanych kandyzowaną skórką z pomarańczy. Nadzienie jest mi zupełnie obojętne, ale w żadnym wypadku nie może to być budyń.
Pączek to bomba kaloryczna, ale kto by liczył kalorie, kiedy cieknie ślinka.

Rok w rok, najadam się pączkami do przesytu, a potem leżę i kwiczę, popijając miętową herbatkę na przemian z verdinem. W efcie z głowy mam ostatki, bo nie ma takiej siły, abym chociaż zerknęła na jakiekolwiek słodkości, aż do Wielkanocy.

Nazajutrz jadam tylko kwaśne i słone, poczynając od cytryny w plasterkach poprzez salami po śledzie marnowane w occie i kiszoną kapustę, w stanie surowym. Wszystko popijam gorzką herbatą, acz zwykle pijam słodzoną. Miodem. Najchętniej rzepakowym. Przyjemne z pożytecznym, bowiem zbawiennie działa na układ krążenia.
Ta moja pokuta za czwartkowe obżarstwo jest całkiem przyjemna. Sumując, odżywiam się bardzo niedietetycznie, kilka razy do roku. A wszystkiemu winna tradycja.
Jako, że przesądy to zjawisko ponadczasowe, nadal niektórzy wierzą, że kto nie zje choćby 1 pączka w Tłusty Czwartek, tego będzie prześladował pech. Co ma piernik do wiatraka, nie udało mi się dociec.

Kiedy po raz pierwszy pączki trafiły do kuchni polskiej trudno zlokalizować w czasie. Domniemywa się, że zyskały popularność za sprawą kuchni arabskiej, nie wyklucza się kuchni wiedeńskiej, gdzie w XVIII zaczęto stosować zaczyn drożdżowy, czyniący je pączkami jakie znamy dzisiaj. Faworki, regionalnie zwane chrustem, pojawiły się na polskich stołach w wieku XIX. Faworków nie tykam. Mój wzrok omija je szerokim łukiem. Bez urazy, kojarzą mi się z dyktą nasączoną tłuszczem i posypaną cukrem pudrem. Fuj!

Matylda

Życie

Życie to stan przejściowy, więc cenny jest każdy dzień. Nie znaczy to, że należy planować każdą dobę co do sekundy. Modne od jakiegoś czasu motto, aby żyć tak, jakby każdy dzień miał być ostatnim, zamiast zadowolenia przynosi poczucie straconego czasu oraz stres. Bo jak tu żyć spokojnie z myślą natrętna jak samica komara, że czegoś się nie zdąży. Moja wypróbowana metoda, to nie dać się zniewolić obowiązkom, przynajmniej w życiu prywatnym. To brzmi jak utopia, ale nie jest awykonalne.

Za dużo od siebie wymagamy, jakby chodziło o miejsce na podium. Miotamy się, jak muchy złowione w pajęczą sieć, obiecując sobie, że na emeryturze odbijemy sobie za wszystkie czasy. Niesłusznie. Te 8-10 godzin odbierane nam przez zawodowe zobowiązania, nie stają się godzinami wolnymi od wszystkiego. Życie nie odpuści, zwłaszcza kiedy człowiek opływa w dostatki takie jak np. własny dach nad głową. Syndrom „o, rany, to już ta godzina” zakorzeniony jest w naszej świadomości na wieki wieków. Przyznaję, od każdej reguły są wyjątki, ale dotyczą głównie istot pozbawionych genu ciekawości świata oraz tzw. leserów. Wolno im, więc nie będę drążyć tematu.

Życie jest takie, jakim je postrzegamy indywidualnie. Mnie zachwyca – równie często, jak irytuje. Na szczęście moich nerwów, szybko wyrównuje mi się oddech. Nie ma bata, aby bliźniacza sytuacja wytrąciła mnie z równowagi.

Jak powiedział pewien kalifornijski polityk,  „życie po prostu jest”.

Matylda

Pilot bloga

Blog, z reguły, ma być odskocznią od realu, jakby po drugiej stronie lustra życie wyglądało inaczej. A przecież to ci sami ludzie, których spotyka się na co dzień. Z takimi samymi zaletami i wadami, wyobrażeniami i oczekiwaniami. Pewni siebie, albo zakompleksieni. Przyjacielsko, bądź wrogo nastawieni do świata. Może bardziej otwarci, bo wydają się sobie być anonimowi. Na blogosferze nikt nie widzi wyrazu twarzy, spojrzenia, a więc nie wie co naprawdę dzieje się w duszy blogera. Nie ma pewności, czy słowa jego są samą prawdą, i tylko prawdą, czy zafałszowanym obrazem rzeczywistości, którą daje się oswoić jedynie kłamstwem.

Nie jestem oryginalna, ten kawałek internetowej przestrzeni traktuję jako pewnego rodzaj azyl. Tu mogę pozwolić sobie na więcej szczerości, bo nie oszukujmy się, życie w realu wymusza na nas konformizm. Musimy wyrażać zgodę, dostosowywać się, i podporządkowywać… wbrew własnej woli. Odgrywać różne role.

Zawsze istnieje ryzyko, że któryś z czytelników rozpozna w nas osobę znaną sobie z realu. Trudno, to nie jest koniec świata. najwyżej dowie się o nas czegoś,  czego nie chciałby wiedzieć.

Matylda