Tłusto i słodko

Ponczki. Napis takiej treści umieszczono na ulicznym straganie, w centrum miasta. Na zwróconą uwagę pani odpowiedziała:
– To nie ja pisałam.
Pogratulowałam, bo co innego mogłam zrobić.

Tłusty czwartek to ostatni czwartek przed wielkim postem, co oznacza, że zaczął się ostatni tydzień karnawału. Ale cóż karnawał znaczy w dzisiejszych czasach, kiedy w mieszczańskich domach nie urządza się balów. Na szczęście, staropolskie przysłowie: „Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła. ” – nadal popularne.

Doprawdy nie wiem, dlaczego co roku ulegam temu wariactwu. Przez cały dzień prawie się głodzę, aby wieczorem zasiąść z kubasem kawusi nad górą pączków. Bezwzględnie posypanych kandyzowaną skórką z pomarańczy. Nadzienie jest mi zupełnie obojętne, ale w żadnym wypadku nie może to być budyń.
Pączek to bomba kaloryczna, ale kto by liczył kalorie, kiedy cieknie ślinka.

Rok w rok, najadam się pączkami do przesytu, a potem leżę i kwiczę, popijając miętową herbatkę na przemian z verdinem. W efcie z głowy mam ostatki, bo nie ma takiej siły, abym chociaż zerknęła na jakiekolwiek słodkości, aż do Wielkanocy.

Nazajutrz jadam tylko kwaśne i słone, poczynając od cytryny w plasterkach poprzez salami po śledzie marnowane w occie i kiszoną kapustę, w stanie surowym. Wszystko popijam gorzką herbatą, acz zwykle pijam słodzoną. Miodem. Najchętniej rzepakowym. Przyjemne z pożytecznym, bowiem zbawiennie działa na układ krążenia.
Ta moja pokuta za czwartkowe obżarstwo jest całkiem przyjemna. Sumując, odżywiam się bardzo niedietetycznie, kilka razy do roku. A wszystkiemu winna tradycja.
Jako, że przesądy to zjawisko ponadczasowe, nadal niektórzy wierzą, że kto nie zje choćby 1 pączka w Tłusty Czwartek, tego będzie prześladował pech. Co ma piernik do wiatraka, nie udało mi się dociec.

Kiedy po raz pierwszy pączki trafiły do kuchni polskiej trudno zlokalizować w czasie. Domniemywa się, że zyskały popularność za sprawą kuchni arabskiej, nie wyklucza się kuchni wiedeńskiej, gdzie w XVIII zaczęto stosować zaczyn drożdżowy, czyniący je pączkami jakie znamy dzisiaj. Faworki, regionalnie zwane chrustem, pojawiły się na polskich stołach w wieku XIX. Faworków nie tykam. Mój wzrok omija je szerokim łukiem. Bez urazy, kojarzą mi się z dyktą nasączoną tłuszczem i posypaną cukrem pudrem. Fuj!

Matylda

14 uwag do wpisu “Tłusto i słodko

  1. Haha 😀 A ja pączków nie lubię, więc problem kalorii mam z głowy, a pecha żadnego, zatem obalam przesąd 😀 Baaaardzo rzadko złapie mnie ochota na pączka (szczególnie w TE dni), a wtedy sięgam jedynie po nadzienie ajerkoniakowie 🙂 Też przyjemne z pożytecznym 😛 A że muszę się za nimi nachodzić do polskich sklepów, których dużo w okolicy nie mam, to i trochę przy tym spalę kalorii 😀

    1. A jednak pączusie nie są tak do końca Twoim wrogiem. 😉
      Próbowałam kiedyś ajerkoniakowe, ale jakbym jadła budyń. Stanowczo wolę marmoladowo – konfiturowe. 😀

  2. Eh, takich pączków, jak babcia piekła, to już nie ma! co roku szukam zagubionego smaku – nie ma. W centrum miasta otworzyli „Starą Pączkarnię”, same pączki, wymyślne takie, pięknie pachną, cudnie wyglądają, szkoda, że smakują jak właśnie dykta z cukrem dobrze olejem nasączona… A może to i lepiej – zjem takiego pół, nie smakuje, na więcej nie mam ochoty i temat zamknięty.

    1. Smak domowych pączków, który pamiętam z dzieciństwa, jest dokładnie taki sam, jak tych kupowanych w cukierni. Każdy pączek pyszny! Może z moimi kubkami smakowymi jest coś nie tak? 😉

      1. Widzisz, po tamtych nic mnie nie bolało, a teraz nie dość, że mam wrażenie, że są za słodkie, to jeszcze choruję – dramat! Ale raczej chodzi o poziom słodkości, są za słodkie 😉 i tego będę się trzymać, jak pijany płota [płotu?]

  3. Faworki jem raz w roku i tylko te zrobione przez moją Przyjaciółkę!

    Z tym pechem to tak nie do końca, chyba że za mało zjadłam wczoraj, bo dziś zepsuł mi się czajnik elektryczny ;(

  4. Ja zjadłam jednego, a w piątek poprawiłam drugim. 🙂 Nie wierzę w zabobony, pech mi nie straszny. Od kilku miesięcy szybuję w chmurach. 🙂 Cudowne uczucie :). Zatem ajerkoniak zbędny:)

    1. Skromnie, bo skromnie, ale grunt, że tradycji stało się zadość. 😀

      A „szybowanie w chmurach” przywiodło mi na myśl piosenkę „Prawie do nieba” śpiewaną przez Andrzeja Piaska Piasecznego. 😉

Podziel się myślami

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s